Jestem bardzo nerwowa , sama ze sobą nie wytrzymuje. Ta choroba mnie zabija ,brak skuteczności w działaniu leków zadawalającej jest dołująca. Jak każdy ,boję się , wiem że trzeba zejść ze sceny życia ,to wie każdy , ale w takim niesprawnym stopniu, nie chcę . Wciąż się męczę nie mogąc oddychać , a jeszcze potęguje to strach .Nie jestem odporna. Z tym wszystkim sama zmagam się z niedogodnościami mojego wieku i tej cholernej choroby. Moje dzieci żyją w innym świecie, nie rozumieją mnie , nic dziwnego jestem złą matką , mało się nimi interesowałam , pomagałam im to jest jak jest . Owszem telefonują ale oczekują pozytywnych rozmów, to nie jest szczere z mojej strony , bo po co je martwić, mówię co chcą usłyszeć .Jestem sama , nie żebym narzekała , sama le nie mogę sama o swoim postępowaniu decydować . Tak żle i tak nie dobrze.Mam jeszcze na tych małych metrach obcego chłopa, który jest nie do zniesienia, boże jak on mnie wkurwia. Nie chce wyjść z mieszkania , bo nie ma gdzie , jeszcze nie mam odwagi go wywalić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz